Stare zasady, a nowe podejście do marketingu
Zainspirowany książką The new rules of marketing & pr zastanawiam się, jak nowe zasady prowadzenia marketingu mają się do obecnie wykorzystywanych form przez organizatorów programów partnerskich. Chodzi o to, że według starych zasad marketingu każda Twoja reklama powinna zakłócić oglądanie telewizji, czytanie gazety, aby chociaż na chwilę przyciągnąć wzrok klienta.

Obecnie mamy więc taki natłok reklam, jak na zakorkowanej autostradzie. Reklamy są dosłownie wszędzie co spowodowało, że zwyczajnie przestajemy je widzieć i zwyczajnie je ignorujemy. Każda kolejna emisja powoduje, że reklamy są coraz mniej efektywne. Jednak te stare zasady są obecnie podstawą do prowadzenia działań marketingowych w programach partnerskich (zarówno w sieci afiliacyjnej, jak i własnym programie). Wykorzystuje się stare i zużyte bannery (w dowolnej formie), mailingi, co powoduje, że brniemy w tym samym “mniej efektywnym” kierunku, zmieniając tylko model rozliczania się za reklamę.
Nowoczesny program partnerski, jak się wydaje powinien zwrócić się w stronę nowych form marketingu i coraz bardziej ewoluować w stronę przekazów marketingowych dystrybuowanych w nowy sposób. Nowy sposób oznacza dotarcie do klientów poprzez sieci społecznościowe, wyszukiwarki internetowe (to na szczęście jest obecnie wykorzystywane przez bardziej doświadczonych partnerów), samodzielnie tworzone treści przez partnerów na potrzeby programów partnerskich. Takie podejście będzie wymagało od managerów programów partnerskich odejście od tworzenia form reklamowych per kampania, ale na ciągłym motywowaniu i edukacji partnerów na temat tego, jak efektywnie, w nowy sposób promować nasze produkty i usługi.
Jest to jednak długi i żmudny proces. W dłuższej perspektwie może oznaczać to, że nie tylko portale powinny mieć się na baczności (jako ginący gatunek CPMowców), ale także działające sieci afiliacyjne (tradedoubler, zanox, novem), bo cały czas bazują na starych zasadach, zmieniając tylko zasady zapłaty za emisję reklamy.
Nowy wymiar marketingu to nie tylko nowy sposób dotarcia do klienta czy zmiana formy, ale również zmiana samego przekazu słowno-obrazowego. Reklama ma zostać w pamięci, ma szokować. Ostatnia reklama sieci Heyah (“no to sru”) jest właśnie, moim zdaniem, przykładem przekazu nowego rodzaju. Irytuje, jest nieczytelna dla osoby niewtajemniczonej w wojnę podjazdową między Heyah a Play, ale w pamięć zapada. I o to chodzi. Bo faktycznie podejście typu “nasz proszek dopiera do czysta i jest najlepszy” jest brnięciem w ślepą uliczkę. Wszystkie “klasyczne” reklamy wyglądają podobnie, zmienia się tylko modelka z brunetki na blond dajmy na to.